Sklepik O nas Galeria Muzyka Księga Gości Strona główna

Kontakt
Press Book
Rider
Linki
Koncerty

ISSA
Sąsiedzi na MySpace

sąsiedzi szanty & folk

Aktualności

Na 4 najważniejszych byliśmy!
30 maja 2015 godz. 15:14



Ostatni raz na tym festiwalu Sąsiedzi gościli w 2003 roku. Rok wcześniej, wystąpili w konkursie, zmagając się m.in. z Passatem, w którym grali wtedy Ela i Kamil (to był pierwszy koncert Eli na scenie szantowej!). Od tamtego czasu Białystok zmienił się ogromnie, a i sam Festiwal Piosenki Żeglarskiej "Kopyść" ukazywał w relacjach nowe oblicze. Byliśmy ogromnie ciekawi, jak będzie tym razem.

Koncert piątkowy to z naszej strony prezentacja nowych utworów (m.in. "Madame I am a Darling") oraz tych najbardziej znanych - t.zw. hiciorów (m.in. "Johny I Hardly Knew Ye"). Świetna atmosfera, mimo późnej pory - przed północą - spora liczba osób na widowni. Tego dnia byliśmy jedyną grupą. Przed nami pojawiały się tylko duety (nie licząc konkursowiczów).

Mieliśmy też przed koncertem małą rozgrzewkę. Dwójka Francuzów, Daniel Grall i Nico Brung, którzy występowali przed nami, zaprosili nas (i Michała Maniarę z Banana Boat) do odśpiewania piosenki "Gdzie ta keja" Jurka Porębskiego. Poleciał więc żeglarski hit wszechczasów, po polsku i francusku (Dan przetłumaczył tekst). Mimo, że do hotelu ściągnęliśmy już po północy, śpiewy i integracja trwały do wczesnych godzin porannych. To jest to co Sąsiedzi lubią najbardziej - wspólne muzykowanie!

Drugiego dnia mieliśmy też zaszczyt pojawić się na scenie w koncercie rozpoczynającym obchody 30-lecia działalności Mechaników Shanty. Każdy z zaproszonych gości musiał opracować i wykonać z jubilatami kilka piosenek z ich repertuaru.

Jak to Sąsiedzi mają w zwyczaju, postanowiliśmy zrobić odwrotnie niż wszyscy i utwory jubilatów ("Marco Polo" oraz "Kochaj mnie, serce me") nie dość, że przerobiliśmy znacznie (znacie naszą wersję "Kei" to wiecie czego się spodziewać), to jeszcze wykonaliśmy sami. Mieliśmy wrażenie, że nasze wersje (nieco transowe, połączone z irlandzkimi motywami) mechanikowych hitów, przypadły do gustu publiczności, bo długo i głośno nas oklaskiwała. Ciary ;) Tylko w "Sześć błota stóp" wsparł nas Szkot. Za to wszystkich Mechaników zaprosiliśmy do zaśpiewania z nami "naszego" utworu - szanty "Roll Boys, Roll".

Koncert zmykający festiwal obserwowaliśmy już z widowni lub w festiwalowej tawernie, na ekranie. Ale mieliśmy też i w tym koncercie swojego człowieka. Oto spełniło się marzenie Marka, który zaśpiewał razem z Męskim Chórem Szantowym Zawisza Czarny, pełniąc rolę szantymena (trochę o tym już tutaj).

Zaliczyliśmy też obowiązkowo kopyściowy bankiet zamykający, o którym krążyły w środowisku już legendy. Potwierdzamy, faktycznie jedzenie przednie, świeże i domowe, a trunki, własnej produkcji - jeszcze lepsze.

Oczywiście znów nie obyło się bez nocnych Polaków rozmów, które tradycyjnie przeciągały się do świtu, albo i dalej.

I znów Białystok nas zaskoczył, bo mimo, iż śpiewy były głośne, i odbywały się m.in. na hotelowym korytarzu, ochrona zwróciła nam uwagę grubo po kilku godzinach od rozpoczęcia... szacunek panowie.

Ale najbardziej ubawiła nas notka, którą wyczytaliśmy o sobie w folderze festiwalowym. Nie byliśmy bowiem dotąd świadomi, że "Sąsiedzi wystąpili na czterech (a nie 3 jak dotąd pisaliśmy) najważniejszych festiwalach szantowych na świecie: krakowskich Shanties, bretońskim "Chant de Marin", amerykańskim "Mystic seaport" i... białostockiej Kopyści". Brawa za refleks i poczucie humoru!




Całość uwieczniła m.in. Magda Emka Borucka, której zdjęcia Sąsiadów możecie obejrzeć w naszych galeriach, a całość jej fotorelacji z "Kopyściu" tutaj.




CREW ONLY