
Siedmiu Sąsiadów w Holandii
02 września 2010 godz. 01:01
Szczęśliwie wróciliśmy z Holandii, zdrowi wszyscy. Jak i rok temu wracaliśmy z cięźkimi sercami, bo znów spotkaliśmy "starych" przyjaciół z szantowych szlaków i poznaliśmy nowych.
Znów pośpiewaliśmy z Armstrong's Patent. Znów była okazja do pogawędzenia z Four'n'Aft, podżemowania z Paddy's Passion i poznania nowych wykonawców. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo z francuską grupą La Bouline. Zrobili na nas spore wrażenie na scenie i bardzo przypadli nam do serca (a ilość instrumentów, które ze sobą przywieźli wprawiła nas w osłupienie).
Zwrócili naszą uwagę także Norwegowie - Storm Weather Shanty Choir. Sześciu chłopa, wyjętych prosto z kapeli metalowej tak zinterpretowało szanty i pieśni morza na rockowo, że zgodnie orzekliśmy, iż nasi "rockowcy" udający "szantowców" koniecznie powinni to usłyszeć. Czapki z głów Wikingowie!
Oczywiście nie zabrakło nocnych śpewań do rana i trudnych pobudek przed południem. Znów, tak jak rok temu, najważniejszym koncertem, dostarczającym najwięcej wrażeń i emocji, był sobotni występ we wnętrzach dawnego kościoła. Szkoda, że nie mogliście tego usłyszeć, co za brzmienia, jaki nastrój.
Wspaniale sprawiły się dziewczyny z Indygo. Choć w niepełnym składzie (zabrakło Eweliny), zaśpiewały pięknie. Oczarowały holenderską publiczność, organizatorów oraz "łowców talentów". Dzielnie promowały swoją nową płytę "Oddech morza" i cudownie też wsparły nas głosami w "Bandosce opolskiej". Z pewnością jeszcze nie raz wybierzemy się na wspólną trasę, bo wszyscy mieliśmy przy tym niesłychaną frajdę.
Nie zawiódł nas też nasz belgijski przyjaciel Manu, z kapeli Cre Tonnerre, którą poznaliśmy w USA. Manu dzielnie ogrywał w domu nasz repertuar i bez problemów stawał z nami do koncertów. Granie na dwie mandoliny - to było coś! Dzięki Manu!
PS. Mamy już zaproszenie do Appingedam za rok, a będzie się działo, bo to jubileuszowa, dziesiąta edycja. Dziękujemy za wszystko i pozdrawiamy Janneke i ekipę Armstrong's Patent